biuro@norweska-ksiegowa.com

Pracujemy w godz. 09:00 – 15:00

Zanim weźmiesz się za porządki – uporządkuj formalności!

Zamiast standardowego poradnika z punktami i urzędowym językiem, przygotowaliśmy dla Ciebie opowieść w formie fikcyjnej historii – inspirowanej realiami, ale stworzoną wyłącznie jako sposób przekazu.

Dlaczego tak? Bo wiele osób łatwiej zapamiętuje skomplikowane przepisy i obowiązki, gdy są pokazane w codziennym, praktycznym kontekście. Ta forma sprawia, że nawet trudne tematy – jak rejestracja firmy, BHP, podatki czy prawo pracy – stają się bardziej przystępne i zrozumiałe. Wszystkie zawarte informacje są aktualne i zgodne z norweskim prawem.

Gdy przyjechałem do Norwegii, sprzątanie wydawało się najprostszą drogą do rozpoczęcia czegoś własnego. Znajomi mówili: „Bierz zlecenia, zakładaj firmę, będzie dobrze”. Szybko się jednak przekonałem, że „dobrze” będzie dopiero wtedy, gdy wszystko zrobi się zgodnie z norweskim prawem – a to wcale nie jest takie oczywiste.

Na początku musiałem wybrać formę działalności. Kusząco prosta wydawała się ENK – jednoosobowa działalność gospodarcza. Szybka rejestracja, niskie koszty… ale z drugiej strony – pełna odpowiedzialność finansowa. Gdybym miał większy budżet, pewnie od razu postawiłbym na AS – spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która chroni majątek prywatny i wygląda bardziej profesjonalnie w oczach klientów. Zdecydowałem się na ENK, bo dopiero zaczynałem, ale z planem przejścia na AS w przyszłości.

Rejestrację zrobiłem przez Altinn. ENK zgłasza się do Enhetsregisteret, AS dodatkowo do Foretaksregisteret. Niby formalność, ale to dopiero początek góry lodowej. Branża sprzątająca w Norwegii to teren pod specjalnym nadzorem – bez wpisu do Renholdsregisteret firma nie ma prawa działać. I to niezależnie od tego, czy zatrudniasz 10 osób, czy tylko sam sprzątasz.

Żeby uzyskać wpis, musiałem skompletować całą teczkę dokumentów:

  • Umowy o pracę – oczywiście po norwesku.
  • Potwierdzenie zgłoszenia pracowników do NAV.
  • Umowa z firmą BHT (bedriftshelsetjeneste) – służbą medycyny pracy.
  • Informacja o wypłacanych wynagrodzeniach zgodnych z obowiązującymi stawkami.
  • Polisę ubezpieczenia od wypadków przy pracy.
  • Zobowiązanie, że będę przestrzegał norweskiego prawa pracy.

Renholdsregisteret trzeba odnawiać co roku, a co trzy lata przechodzić pełną weryfikację – z całą dokumentacją. Nie ma zmiłuj.

Gdy tylko otrzymałem zatwierdzenie, musiałem zamówić HMS-kort – kartę bezpieczeństwa, imienny dokument potwierdzający legalne zatrudnienie. Nawet jako właściciel musiałem ją mieć. Koszt? 132,90 NOK plus VAT. Ważna dwa lata, zawsze w kieszeni. Bez niej – kara.

Z czasem pojawiło się więcej zleceń i zatrudniłem pierwszego pracownika. Wtedy wszedłem na kolejny poziom odpowiedzialności. Norwegowie nie żartują z przepisami:

  • Umowa o pracę? Obowiązkowo pisemna i po norwesku.
  • Wynagrodzenie? Minimum 236,54 NOK brutto za godzinę (stan na 15.06.2025) dla dorosłych.
  • Młodociani pracownicy? Minimum 185,55 NOK.
  • Praca nocna? +29 NOK/h.
  • Nadgodziny? Minimum 40% dodatku.
  • Czas przejazdów między zleceniami? Płacony.

Miałem obowiązek dostarczyć pracownikom odzież roboczą, rękawice, maseczki, okulary – wszystko, co potrzebne do pracy w bezpiecznych warunkach. Bo w Norwegii BHP to nie opcja. To świętość.

Moja firma musiała współpracować z firmą BHT – to oni oceniali ryzyko zawodowe, pomagali z dokumentacją i organizowali szkolenia. Nawet jeśli miałem tylko jednego pracownika – to i tak było obowiązkowe. A jeśli w firmie jest więcej osób? Trzeba powołać verneombud – osobę odpowiedzialną za bezpieczeństwo pracy. Przy większych firmach (czasem już od 5 osób) obowiązuje AMU – komisja ds. środowiska pracy.

Jako pracodawca, musiałem też stworzyć plan emerytalny (OTP) – odkładam co miesiąc co najmniej 2% wynagrodzenia na indywidualne konta pracowników. Mam na to maksymalnie pół roku od zatrudnienia pierwszej osoby.

Co miesiąc wysyłam a-melding do Skatteetaten i NAV – raporty o wynagrodzeniach i składkach. Nie wysyłasz? Płacisz karę.

A kiedy moje przychody przekroczyły 50 000 NOK, wjechał obowiązek rejestracji do rejestru VAT (MVA). Od tego momentu na fakturach doliczam 25% podatku, a co dwa miesiące wysyłam deklarację VAT. Nawet jeśli nic nie zarobiłem – i tak wysyłam.

Bez dobrej księgowości ani rusz. Prowadzenie firmy bez porządku w papierach to proszenie się o kłopoty. Dokumenty trzymam minimum 5 lat. Sam używam programu księgowego, ale wielu znajomych korzysta z autoryzowanego biura rachunkowego – najlepiej takiego, które zna przepisy i zna język. W moim przypadku padło na Topnor Regnskap AS – Polacy, legalnie działający w Norwegii, ogarniają wszystko za mnie.

Na koniec każdego roku składam zeznanie podatkowe. Jako ENK rozliczam się jak osoba prywatna – płacę podatek od zysku. W AS wygląda to trochę inaczej – spółka płaci swój podatek, a wspólnicy rozliczają wynagrodzenia lub dywidendy.

Raz w roku raportuję do Arbeidstilsynet, że wszystko działa zgodnie z przepisami. A co trzy lata znów pokazuję wszystkie dokumenty – cały cykl od nowa.

Nie powiem, czasem miałem ochotę rzucić to wszystko i wrócić do pracy na etacie. Ale dzisiaj, kiedy mam pełen grafik, stałych klientów i spokojną głowę – wiem, że było warto. W Norwegii nie da się prowadzić firmy „na pół gwizdka”. Ale jeśli zrobisz wszystko zgodnie z zasadami – możesz stworzyć coś naprawdę stabilnego”.

Twoje Autoryzowane Biuro Księgowe

+47 939 82 173

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecane posty